Do Szkoły Podstawowej nr 45 zapisało się już 18 sześciolatków. Mało? Błąd. W innych podstawówkach we wrześniu rozpocznie naukę zaledwie po kilkoro dzieci w tym wieku. W niektórych - żadne. Bo z sześciolatkami Bydgoszcz ma problem: Ministerstwo Edukacji chce, by szły do szkół, ale rodzice stają okoniem. W tym roku wcześniej rozpocznie podstawówkę zaledwie 161 młodszych dzieci. Niby aż cztery razy więcej niż w ubiegłym, ale to wciąż kropla w morzu (w naszym mieście mamy ponad 2,8 tys. sześciolatków). A szkoły wkładają duże pieniądze w dostosowanie się specjalnie dla nich: zdobywają rządowe i unijne wsparcie, kupują zabawki, obniżają toalety, fundują uczniom niższe ławeczki i krzesełka. Wszystko na nic.
Tylko w podstawówce przy ul. Staroszkolnej udało się zebrać tylu sześciolatków, by utworzyć we wrześniu klasę, w której wszyscy uczniowie będą w tym samym wieku. Jak SP nr 45 to zrobiła?
Przy szkole działa przedszkole. Wiosną dyrekcja wysłała rodzicom dzieci z grupy pięciolatków imienne zaproszenia na spotkanie (to właśnie oni stali przed wyborem - zerówka czy szkoła). Na każdym blankiecie była adnotacja: "obecność obowiązkowa". Podziałało. Przyszli wszyscy.
- Powiedzieliśmy uczciwie rodzicom, co czeka sześciolatka w szkole - opowiada Gabriela Grzegorowska, wicedyrektor SP nr 45. - Pokazaliśmy podstawę programową, różnice między zerówką a pierwszą klasą. Udowodniliśmy, że szkoła jest przygotowana na młodsze dzieci: mamy dobrze wyposażone sale, osobny korytarz dla klas 1-3, obniżyliśmy toalety. Przygotowaliśmy dla rodziców film, który pokazał, jak radzą sobie sześciolatki na lekcjach. W ubiegłym roku mieliśmy trójkę młodszych dzieci. Nie odstawały od reszty.
Teresa Przybysz, mama Zuzi, po zebraniu zdecydowała, że córka idzie do szkoły. Razem z kolegami z przedszkola. - Najważniejsze, że będzie w klasie z dziećmi w jej wieku - mówi. - Wiem, że dla większości rodziców to był kluczowy argument "za". Przecież w szkole bywa różnie. Niewysoki, drobny sześciolatek mógłby zostać zepchnięty przez siedmiolatków na drugi plan, odstawać od reszty. Poza tym przekonaliśmy się, że nasze dzieci będą tu bezpieczne. Wcześniej martwiłam się, że Zuzia nie wysiedzi 45 minut w ławce. Ale zobaczyłam klasę podzieloną na dwa sektory. Jeden z ławkami, drugi - do zabawy i odpoczynku. Z wielkimi pufami, klockami, zabawkami, mnóstwem gier. Wychowawczyni zapewniała, że w trakcie lekcji robi dzieciom krótkie przerwy, te najbardziej zmęczone wylegują się na pufach. Za moich czasów takie zajęcia były nie do pomyślenia.
Czy inne bydgoskie szkoły pójdą w ślady SP nr 45? - Powinny - uważa Marek Gralik, radny PiS, szef komisji edukacji. - Gwarancja, że sześciolatki będą uczyć się w grupie rówieśników, znajomych z przedszkola, to dla wielu silniejszy argument niż nowe place zabaw i małe ławki. Dziwię się, że ministerstwo nie wpadło na pomysł takich zebrań jak w SP nr 45 i nie zaleca postępować tak wszystkim podstawówkom.
Marian Sajna, dyrektor wydziału edukacji, ma wątpliwości: - To ręczne sterowanie sześciolatkami - uważa. - Reforma nie ma odzewu społecznego, a nie powinno się wprowadzać zmian "mimo wszystko". Szkoła przeprowadziła ciekawy eksperyment, ale nie powinien być normą.
Mama Zuzi nie zgadza się: - Inne podstawówki przysyłały mi ulotki zachęcające do posłania dziecka do pierwszej klasy. Ale nie chciały nawet pokazać sal, więc rezygnowałam. Jestem pewna, że gdyby dyrekcje wszystkich szkół tak się zaangażowały i za rękę oprowadziły rodziców po klasach, rozwiałyby ich wątpliwości. I nie z przymusu, ale z przekonania sześciolatki poszły do szkół.
Dyrekcja SP nr 45 deklaruje, że w przyszłym roku w podobny sposób będzie kompletowała klasę sześciolatków.
Do 2012 r. rodzice mogą jeszcze wybierać - przedszkole czy szkoła. Później wszystkie sześciolatki obowiązkowo pójdą do pierwszej klasy.
Źródło: Gazeta Wyborcza Bydgoszcz