Dzieci czują się pokrzywdzone, rodzice walczą o szkoły

Anna Tarnowska
2010-03-12, ostatnia aktualizacja 2010-03-12 08:21

Rady rodziców działające przy szkołach w gminie Nowa Wieś Wielka domagają się, by prezydent Bydgoszczy przyjął ich dzieci do miejskich gimnazjów, a wójt zapłacił za ich naukę

Program będzie realizowany w 477 podstawówkach z województwa
Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / Agencja Gazeta
Program będzie realizowany w 477 podstawówkach z województwa
Rodzice uczniów z Brzozy i Nowej Wsi Wielkiej w czwartek po południu spotkali się, by wspólnie uzgodnić stanowisko i napisać listy do prezydenta Bydgoszczy, ministra edukacji, dyrektorów bydgoskich szkół oraz wójta.

- Czujemy się pokrzywdzeni - mówi Alicja Kasik, matka szóstoklasisty z Nowej Wsi. - Nasze dzieci są dyskryminowane tylko dlatego, że mieszkają na wsi, a nie w mieście. Każdy rodzic powinien mieć prawo wyboru, do jakiej szkoły posyła swoje dziecko, a my tego wyboru zostaliśmy pozbawieni.

Rodzice chcą przede wszystkim, aby ich dzieci mogły uczyć się w bydgoskich gimnazjach autorskich. - Dziecko, które pasjonuje się sportem, jest w tym momencie na straconej pozycji - mówi Małgorzata Grzankowska z rady rodziców w Brzozie. - I same dzieci czują się pokrzywdzone: przez cały czas motywowaliśmy je do pracy, zachęcaliśmy do startowania w konkursach, a teraz okazuje się, że wymarzone szkoły przy renomowanych liceach są dla nich zamknięte.

Rodzice poprosili dyrektorów szkół podstawowych w Brzozie i Nowej Wsi, by przeprowadzili ankiety wśród szóstoklasistów. Chcą wiedzieć, ile dzieci planowało naukę w bydgoskich gimnazjach. - Na początku przyszłego tygodnia zorganizujemy kolejne spotkanie, na które zaprosimy wszystkich zainteresowanych - zapowiada Kasik.

Ankieta na razie przeprowadzona została w szkole w Brzozie. Tutaj zgłosiło się ośmioro szóstoklasistów. - Każde dziecko powinno mieć taką samą szansę wyboru szkoły, dlatego rozumiem niepokój rodziców - komentuje Barbara Kępińska, dyrektorka szkoły w Brzozie. - Nie ma problemu, jeśli chodzi o zwykłe gimnazjum, bo takie jest u nas na miejscu, ale w przypadku szkół specjalistycznych nasze dzieci tracą.

Do rodziców z Brzozy i Nowej Wsi Wielkiej zamierzają dołączyć kolejni z innych gmin. - Chcemy mieć prawo wyboru i nie przyjmujemy tego zakazu do wiadomości - mówi Magdalena Lachowska-Mroczek z gminy Dobrcz. - Urzędnicy spierają się o pieniądze, a na wszystkim najbardziej tracą nasze dzieci. Nie chcemy wszczynać wojny ani z wójtem, ani z nikim innym. Musi się znaleźć takie rozwiązanie, żeby szansę na dobre gimnazjum miało każde dziecko, także to ze wsi.

Warunki stawiane przez ratusz są jednak twarde. Bydgoskie szkoły będą przyjmować uczniów z gmin ościennych, tylko wtedy, gdy wójtowie podpiszą z ratuszem porozumienie i zapłacą za naukę swoich dzieci. Rodzice na dowód, że są zameldowani w Bydgoszczy, będą musieli pokazać w szkole swój PIT.

- Dotychczas gminy korzystały z pieniędzy miasta, ale taka sytuacja nie może trwać w nieskończoność - mówi Marian Sajna, dyrektor wydziału edukacji w ratuszu. - To Bydgoszcz płaciła za edukację dzieci z innych gmin, bo subwencja z ministerstwa wprawdzie "idzie" za uczniem do nowej szkoły, ale realny koszt kształcenia jest wyższy i to my dopłacaliśmy tę różnicę. Tylko w ubiegłym roku wydaliśmy na naukę 1276 dzieci spoza miasta w bydgoskich podstawówkach i gimnazjach 2,7 mln zł. A mogliśmy wykorzystać te pieniądze choćby na remonty szkół.

Wójtom jednak pomysł bydgoskiego ratusza się nie podoba. Na razie żadna gmina nie zdecydowała się płacić.

- Gminy na to nie stać - mówi Krzysztof Szala, wójt Dobrcza. - Skąd mam na to wziąć pieniądze? Ze swojej kieszeni? Zresztą nam zależy, żeby dzieci uczyły się w naszych szkołach. Mniej uczniów to mniejsze klasy i mniej etatów dla nauczycieli.

- Decyzję o ewentualnym porozumieniu z miastem podejmie nasza rada gminy, ale nie przyjdzie im łatwo zaakceptować warunków stawianych przez ratusz. To nam się po prostu nie opłaca - mówi Julia Popielewska, sekretarz gminy Nowa Wieś Wielka. - Nie rozumiem, dlaczego bydgoski Urząd Miasta wpadł na taki pomysł? - dodaje. - Z jednej strony podkreślają, jak ważna jest edukacja, a z drugiej strony zamykają dzieciakom dostęp do dobrych szkół. To dyskryminacja.

- Nikogo nie dyskryminujemy - odpowiada im Sajna. - Wszystko zależy od decyzji wójta: jeśli wystąpi do miasta z odpowiednim wnioskiem, zawrzemy porozumienie.

Czasu na podjęcie decyzji jest niewiele - wnioski o porozumienie powinny wpłynąć do bydgoskiego Urzędu Miasta do końca marca.

Kto straci na oświatowym konflikcie Bydgoszczy z sąsiednimi gminami - analiza Andrzeja Tyczyno jutro w "Gazecie"

Źródło: Gazeta Wyborcza Bydgoszcz