Limity przyjęć na uczelniach medycznych wyznacza Ministerstwo Zdrowia. W Bydgoszczy, podobnie jak rok temu, na wydziale lekarskim jest 150 miejsc. To oznacza, że na jedno przypada prawie 16 chętnych. - Nie spodziewaliśmy się aż takiego oblężenia - przyznaje prof. Małgorzata Tafil-Klawe, prorektor UMK ds. Collegium Medicum. - Dostaną się tylko najlepsi.
W ubiegłym roku chętnych było nieco mniej, ale i tak nie wszyscy rozpoczęli studia na wymarzonym kierunku. Przyjęto 146 osób. - Okazało się, że kilka osób ma taką samą liczbę punktów, więc gdybyśmy chcieli ich wszystkich przyjąć, przekroczylibyśmy wyznaczony limit - tłumaczy Tafil-Klawe.
Podobnie było na farmacji. Tutaj chciało studiować ponad tysiąc osób, miejsc było zaledwie 80, studia rozpoczęły 73 osoby. W tym roku zgłosiło się 1350 osób, prawie 17 na jedno miejsce. A limit pozostał taki jak w ubiegłym roku. - To wystarczy. Zależy nam na utrzymaniu pewnego poziomu nauczania, dlatego selekcja jest ostra - podkreśla prof. Tafil-Klawe.
Niesłabnącym powodzeniem cieszy się kosmetologia. O jeden indeks walczy tutaj blisko 16 osób. - Nic dziwnego. Żeby dostać pracę w renomowanym zakładzie, trzeba skończyć studia. U nas wykładają te same osoby, co na wydziale lekarskim - twierdzi Barbara Zegarska, szefowa zakładu kosmetologii.
Studenci mają zajęcia z anatomii, biologii, genetyki, biochemii, diagnostyki laboratoryjnej. Obowiązkowa jest również nauka języka obcego. - Absolwenci są więc znakomicie i wszechstronnie przygotowani do pracy w gabinetach kosmetycznych, w firmach farmaceutycznych i gabinetach dermatologii estetycznej, jako współpracownicy lekarza. W ubiegłym roku na ten kierunek przyjęliśmy nawet dwóch panów, bo zapotrzebowanie na dobrze wykształcone osoby w tej branży nie słabnie - dodaje Zegarska.
W tym roku Collegium Medicum otworzyło nowy kierunek - położnictwo. Zainteresowanie na razie umiarkowane - dwie osoby na jedno miejsce.
Na wyniki pierwszego etapu rekrutacji kandydaci poczekają do 14 lipca.