Ötzi, Człowiek z Lodu, Hibernatus - jakkolwiek go nazwiemy - jest kimś wyjątkowym i niepowtarzalnym, a jego znalezienie przed 12 laty było największą sensacją archeologiczną minionego wieku. Badania jego szczątków pozwoliły z niebywałą precyzją odtworzyć szczegóły życia ludzi z epoki miedzi, a nawet zrekonstruować krok po kroku ostatnie godziny życia samego Ötziego. Układają się one w dramatyczną, pełną grozy i niespodziewaną historię.
Wszystko zaczęło się w czwartek 19 września 1991 roku. Para narciarzy z Norymbergi, Helmut i Erika Simonowie, zboczyła ze szlaku turystycznego w drodze do schroniska na przełęczy pod lodowcem Similaun. W górnej partii doliny Ötztal, na samej granicy włosko-austriackiej, natknęła się u stóp niewielkich skałek na zwłoki nagiego człowieka.
Nogi, ręka i dolna część ciała tkwiły jeszcze w lodzie, ale głowa i plecy były już wolne. Rok był wyjątkowo ciepły - wiosną panowała nienaturalnie wysoka temperatura, lato było upalne, jesienią suche wiatry znad Sahary przyniosły chmury czerwonawego pyłu, który osiadł na lodzie i przysypał częściowo ciało Ötziego. Lód tajał przez cały rok, opady śniegu były bardzo skąpe. W takich warunkach lód oddaje to, co przez lata w nim utknęło - wyrzucone butelki, papierosy, puszki, zgubione czekany, kijki narciarskie. A czasem nawet ciała nieostrożnych turystów. W ostatnich latach było kilka takich przypadków. Dzieje się tak nie tylko w Alpach - lodowce ustępują na całym świecie i wszędzie zwracają wtopione w nie skarby. Jednak ten był naprawdę wyjątkowy.
Narciarz z toporkiem
Wystraszeni makabrycznym odkryciem państwo Simonowie dotarli szybko do pobliskiego schroniska i zawiadomili jego właściciela, ten zaś zaalarmował włoskich karabinierów i austriacką żandarmerię. Już tego samego dnia rozpoczęło się wydobywanie zwłok za pomocą czekanów i kijków narciarskich; nie obyło się przy tym bez uszkodzenia zmumifikowanego ciała (zwłaszcza lewej połowy miednicy). Nikt się tym nie przejmował - wszyscy sądzili, że chodzi o szczątki nieostrożnego turysty z początku wieku. Wkrótce zresztą z powodu nagłego załamania pogody prace przerwano. Następnego dnia zawiadomiono Wydział Medycyny Sądowej w Innsbrucku i - na wszelki wypadek - profesora Konrada Spindlera z Instytutu Starożytności w tym mieście.
Już wtedy zwrócono uwagę na dziwnie odwodnione, wysuszone ciało oraz osobliwe przedmioty i ubiór - narciarze, nawet ci z początku ubiegłego wieku, nie chodzili raczej w kurtce z niedźwiedziej skóry i skórzanych łapciach wyłożonych suszoną trawą. Nie nosili też ze sobą kołczanu ze strzałami i miedzianego toporka. Najwyraźniej to nie był zbłąkany turysta.
Dalsze losy Ötziego są dobrze znane, więc nie warto ich tu powtarzać. Jednak ostatnie dwa lata przyniosły serię odkryć, które zmieniły nasze poglądy na temat Człowieka z Lodu i pozwoliły zrekonstruować ostatnie dni jego życia. Pierwsze z odkryć wiązało się z pobraniem próbek skóry i narządów wewnętrznych, drugie - z dokładnymi zdjęciami rentgenowskimi i tomografią komputerową, które wykazały obecność kamiennego grotu tkwiącego wciąż w jego ciele. Rekonstrukcja zdarzeń przedstawiona w tym artykule została w całości oparta na wynikach tych badań.
Ötzi po wydobyciu z lodowca znalazł schronienie w specjalnym inkubatorze w Innsbrucku, a w 1998 roku przewieziono go z honorami do Bolzano w południowym Tyrolu w Górnej Adydze i umieszczono w specjalnie dla niego zbudowanym budynku - lodowym igloo o kontrolowanej temperaturze (-6oC) i wilgotności (prawie 100 proc.). Stał się wkrótce największą atrakcją miasta i regionu. Dochód z samych biletów wyniósł w 2002 roku 2,5 mln euro, jeszcze więcej muzeum zarobiło na sprzedaży praw do robienia zdjęć.
Mało kto zaczyna zarabiać tyle pieniądzy 5 tys. lat po śmierci i mało kto staje się wówczas zarzewiem międzypaństwowych sporów. A między Austrią i Włochami dawno nie było tak poważnego zatargu - austriaccy nacjonaliści do dziś walczą o odzyskanie swojego przodka.
Ötzi na granicy
To, co stanowiło podstawę tego sporu, od początku wydawało mi się najdziwniejsze. Ötzi leżał na samej granicy międzypaństwowej, dosłownie na linii granicznej, i nawet najdokładniejsze mapy, jakimi dysponowano, nie potrafiły przesądzić, po której stronie znajdowało się jego ciało. W terenie granica nie była jednoznacznie wytyczona. Gdy ją prowadzono w roku 1922 (po I wojnie światowej południowy Tyrol przyznano Włochom), cały obszar był zasypany śniegiem, a znaczną część pokrywały dużo grubsze niż dziś lodowce. Wbijanie słupów granicznych w płynący lód nie miałoby sensu. Czy to tylko niesamowity przypadek, czy może coś więcej?
Jeśli wykluczyć tak niezwykły zbieg okoliczności, można założyć, że Ötzi zginął właśnie dlatego, że próbował przekroczyć granicę. A granice zawsze były miejscami bardzo niebezpiecznymi. Ta między Austrią i Włochami ma charakter naturalny - przebiega główną granią Alp i na przełęczach między szczytami. Plemiona zamieszkujące neolityczną Europę też musiały wytyczać granice między swymi terytoriami, a człowiek jest bardzo terytorialnym gatunkiem. Czy są jakiekolwiek przesłanki przemawiające za tak śmiałą hipotezą? Okazuje się, że tak. Ötzi zginął w walce, nie z głodu lub przemęczenia, jak dotąd sądzono.
Poranione ciało
25 września 2000 roku Hibernatus na krótko przestał być Człowiekiem z Lodu. Jego ciało zostało po raz pierwszy rozmrożone, by umożliwić pobranie wycinków jelit i skóry, wprowadzenie endoskopu do jelit, a także przeanalizowanie śladów krwi obecnych na jego ciele i skórzanym okryciu. To tam spodziewano się znaleźć silnie z pewnością zdegradowane, lecz wciąż obecne DNA. To, co znaleziono, było niespodziewane i intrygujące. Zachowane fragmenty DNA należały do czterech osób, nie do jednej.
Krew znaleziono również na strzałach, które miał przy sobie, a także na kamiennym nożu, który trzymał w chwili śmierci w prawej ręce. Powiedział o tym w 2001 roku Alois Pirpamer, przewodnik górski, który jako pierwszy zobaczył Ötziego po znalezieniu go przez Simonów. Przy pierwszej próbie wydobycia ciała nóż wypadł na ziemię i dlatego ten ważny dowód ostatnich chwil życia Człowieka z Lodu pozostawał długo nieznany. Idąc tropem opowieści Pirpamera, kustosz muzeum w Bolzano Ergarter Vigl spróbował włożyć nóż do nienaturalnie zaciśniętej dłoni Ötziego - układ palców pasował idealnie do jego kształtu. To podczas tych oględzin Vigl dostrzegł głęboką ranę biegnącą od kciuka przez wewnętrzną partię dłoni, a także poważne uszkodzenie w okolicy nadgarstka.
Jeszcze bardziej zaskakujące było odkrycie dokonane w czerwcu tego roku, gdy doniesiono, że zdjęcie rentgenowskie wykazało obecność w lewym barku krzemiennego grotu, który ześliznął się po łopatce i zatrzymał tuż ponad lewym płucem. Lewa dłoń była głęboko rozcięta, prawe przedramię zostało rozpłatane ostrym narzędziem, trzy rozległe sińce pokrywały lewą stronę tułowia. Wcześniejszą wersję o spokojnej śmierci Ötziego, który kuląc się z zimna, zasnął na skalnej półce i zamarzł, nie odzyskując przytomności, można było włożyć między bajki. Nie był też głodny - tego dnia posilał się co najmniej dwukrotnie i nie były to skromne przekąski. W południe jeszcze w lesie zjadł mięso koziorożca z jagodami, na krótko przed śmiercią posilał się mięsem jelenia. W jego czasach i stronach tylko ludzie znaczący pozwalali sobie na takie luksusy.
Hibernatus z południowego Tyrolu
Kim był Ötzi? Co wiemy o nim dziś, 12 lat po jego odnalezieniu i 5,3 tys. lat po jego śmierci? Wiemy już dużo, a ostatnie dwa dni życia znamy ze szczegółami. Miał 46 lat, gdy wybrał się w swą ostatnią podróż, mierzył 159 cm wzrostu - należał do niezbyt rosłej populacji ludzi tzw. rasy alpejskiej. Był dobrze zbudowany, lecz nie był okazem zdrowia - cierpiał na lekki reumatyzm, miał też problemy z trawieniem związane z pasożytami (w jego jelitach znaleziono jaja Trichurus trichura, czyli włosogłówki). Nie były to jednak poważne dolegliwości i nie były z pewnością rzadkie wśród jego współplemieńców. Należał do społeczności rolniczej uprawiającej prymitywną odmianę pszenicy, znaną pod niemiecką nazwą Einkorn - jej ziarna znaleziono w jego jelicie grubym wraz z resztkami przedostatniego posiłku (ostatni tkwił jeszcze w przedniej części jelita cienkiego; żołądek był już pusty). Znając szybkość przechodzenia pożywienia przez układ pokarmowy człowieka, można więc było określić kolejność i - w przybliżeniu - czas ostatnich posiłków.
Pochodził z jednej z dolin południowego Tyrolu, urodził się najpewniej w pobliżu dzisiejszej wioski Feldthurns (Velturno) leżącej 20 km na północ od Bolzano. Większą część czasu spędzał jednak w położonej dalej na północ dolinie. Nie był typem wędrowca - w czasie swojego życia nie oddalił się dalej niż 60 km od miejsca narodzin. Wszystke te informacje wynikają ze szczegółowych badań składu mineralogicznego i analizy izotopowej kości i szkliwa zębów, a także z badań genetycznych - do dziś w tej okolicy żyją ludzie o podobnych do jego sekwencjach nukleotydów. Na granicę dotarł od południa, nie z północy - to rozstrzygnęło spór między Austrią a Włochami o prawo do posiadania mumii.
W góry zapewne chodził polować, o czym świadczy znaleziony ekwipunek (nóż, siekierka, łuk, kołczan ze strzałami). Chyba że przed swą ostatnią misją obawiał się innego zagrożenia. Jeśli tak, był bardzo przewidujący. W swej rodzinnej wiosce zajmował się też wytopem miedzi - w jego włosach stwierdzono wysokie stężenie tego metalu, a także arszeniku.